
Zaloguj sięnie masz konta? Zarejestruj się
Nowość!!! - Konkurs rozstrzygnięty! - Poznaj zwycięską wyprawę
Nikt nie podejrzewa, że Litochoro, ta mała, niepozorna miejscowość jest bramą na Olimp, najważniejszego miejsca starożytnej Grecji, gdzie zasiadali greccy bogowie. Czasy się trochę zmieniły, ale Olimp, to Olimp i mamy nadzieję, że może spotkamy któregoś z tych bogów, a może nawet się zaprzyjaźnimy …?
Jadąc wąską asfaltową szosą natrafiamy na klasztor św. Dionizosa, podnoszący się aktualnie z ruin, po niemieckich bombardowaniach, jeszcze z okresu II wojny światowej. Klasztor, pomimo złej kondycji, robi wrażenie: położony u podnóża najwyższych greckich gór, w malowniczym sosnowym lesie i posiadający w niedalekim sąsiedztwie świętą grotę ze świętym źródłem. Postanawiamy gdzieś tutaj przenocować, bo zbliża się zmierzch, a miejsce piękne: las, woda i klasztor na straży.
Dzisiejszy dzień zapowiada się pracowicie, zatem nie marudzimy i ruszamy dalej. Wjeżdżamy na teren Parku Narodowego Olimpu i tu kończy się nasza, wygodna podróż samochodem. Nasza baza wypadowa, to Prioni, małe schronisko z tawerną, wodą i toaletą. Tutaj zostawiamy nasz pojazd i ruszamy na szlak, ruch wyjątkowo duży, co w Grecji jest raczej rzadkością, ale w końcu są to najwyższe i najbardziej znane greckie góry. Do kolejnego schroniska, które jest na wysokości prawie 2100m, mamy kilka godzin marszu i 1500 metrów wspinania w górę. Wbrew pozorom, szlak nie jest bardzo trudny, idziemy przez stary, gęsty las, gdzie można pooddychać pełną piersią i przy okazji podziwiać wspaniałe widoki. Dlatego nie śpieszymy się zbytnio i podziwiamy często, przy okazji odpoczywając. Naszym dzisiejszym celem jest schronisko "A"- Spilios Agapitos, skąd na szczyt, tzn. do bogów już niedaleko, ale jeszcze nie dzisiaj. Postanawiamy przenocować przy schronisku, podziwiając zachód słońca na tle greckiego Olimpu.
Trasa, którą pokonaliśmy wczoraj to była tylko rozgrzewka, dzisiaj czeka nas prawdziwa górska wspinaczka. Dlatego przygotowujemy się solidnie: jemy porządne górskie śniadanie, zakładamy wygodne buty i zabieramy tylko niezbędne rzeczy, głownie zapas wody i ruszamy. Na tej wysokości już nie ma lasów, tylko gdzieniegdzie pojedyncze drzewo i zaczyna się robić wietrznie, chłodno i nieprzyjemnie, widać bogowie greccy nie są zbyt towarzyscy, ale my nie odpuszczamy, skoro wdrapaliśmy się tak wysoko … Skończyły się już nawet pojedyncze drzewa i krzewy, przed nami tylko skały i piargi, po których trzeba ostrożnie, ale pniemy się uparcie w górę. No i doszliśmy … do skrzyżowania, na którym jest malownicza żółta tabliczka z wydrapaną informacją: na lewo Skolio 2912m, a na prawo Mitikas 2918m. i mamy dylemat, jak często w życiu bywa: na lewo dalej, ale łatwiej do wejścia, na prawo bliżej, ale dużo trudniej i bardziej stromo? No i zasadnicze pytanie: gdzie są ci bogowie? Po namyśle decydujemy się jednak na wersję trudniejszą, zwłaszcza, że Mitikas to najwyższy szczyt Olimpu, jeśli szukać Zeusa, to tylko tam. Zaczynamy się wspinać, nie ma żartów, po drodze natrafiamy na tabliczkę poświęconą pamięci jednemu z tych, którym się nie udało, ciarki przechodzą po plecach, ale … idziemy. Nie było łatwo, ale dotarliśmy i powiem, było warto, jesteśmy powyżej chmur, ja osobiście pierwszy raz tak na nogach, a nie samolotem. Teraz już wiem, dlaczego często greccy bogowie byli przedstawiani na obłokach chmur, ale … zaraz gdzie oni są? Niestety nie zastaliśmy żadnego z nich, pewnie wyszli, następnym razem powinniśmy się chyba zapowiedzieć wcześniej. Pomimo braku boskiego towarzystwa i ambrozji, widok jest niesamowity, no i świadomość, że jesteśmy na dachu Grecji. Wpisujemy się, na odchodne, do księgi pamiątkowej, krótką sentencją, po polsku oczywiście: "Bóg nie znał umiaru, kiedy tworzył świat …" co w tym miejscu nie jest żadną przesadą.
Opuszczamy Olimp, chętnie zostalibyśmy tutaj dłużej, ale … niestety czas wracać do świata zwykłych, szarych ludzi. Pozostawiamy zatem bogów z ich boskością i jedziemy dalej …
Tagi: europa, Grecja, Olimp, Mitikas
asdasd Zobacz to miejsce