
Zaloguj sięnie masz konta? Zarejestruj się
Nowość!!! - Konkurs rozstrzygnięty! - Poznaj zwycięską wyprawę
Wczesny poranek, senna plaża, morze i … przygotowania do wyprawy morskiej. Jeszcze wszystko wokół śpi, nawet morze przeciąga się sennie po nocy, która była stanowczo za krótka. Jednak słońce stanowczo i zdecydowanie wspina się w górę zapraszając nas na kolejną wakacyjną przygodę. Zatem zbieramy się w sobie, pakujemy prowiant i ruszamy przed siebie, budząc się z każdym kolejnym uderzeniem wiosła.
Poranek na morzu, kiedy słońce jest jeszcze nisko nad horyzontem, a wiatr leniwie marszczy fale, jest najpiękniejszą porą na „wycieczki’. Tylko wtedy morze ma taki niepowtarzalny kolor, który trudno określić słowami; turkus, błękit, zieleń razem z promieniami słońca, coś pięknego. Płyniemy leniwie, podziwiając te cuda natury, które otaczają nas ze wszystkich stron, także z dołu, bo woda wyjątkowo czysta i pozwala zajrzeć do swojego wnętrza zdradzając swoje najgłębsze tajemnice. No, ale to dopiero początek dzisiejszych atrakcji, bo celem naszej podróży jest „błękitna laguna” ukryta w jednej z zatoczek, tylko jeszcze nie wiemy w której? Jak na Grecję to raczej rzadkość, dlatego wypatrujemy jej z niecierpliwością, chociaż na razie tylko skały i kamienie. Jest, … ukryła się, ale mamy ją i powiem, że warto było jej szukać, wyjątkowe miejsce. Piasku tutaj stanowczo za dużo jak na Grecję i nadmiar ten spowodował powstanie wielu plaż wydmowych o bardzo łagodnych piaszczystych brzegach tworzących laguny. Jako ciekawostkę powiem, że został utworzony tutaj Park Narodowy, którego główną atrakcją są lęgowiska żółwi, no i same żółwie, oczywiście. Dodatkowo, w związku z tym, że piasek to materiał raczej lotny, przez wiele, wiele lat, natura przesypując go z miejsca na miejsce tworzy często dziwne i ciekawe rzeczy. Akurat tutaj, efektem tej zabawy w „piaskownicy” jest kawałek morza, który został w naturalny sposób odcięty od całości i stał się w sumie jeziorem, tyle, że słonym. Grecy nazywają to zjawisko „limnithalasa” tzn. jezioro morskie, które nie zdarza się zbyt często.
Szczerze mówiąc, pierwszy raz znalazłem się w takim miejscu, gdzie piasku jest tyle samo co wody, do tego słońce i można powiedzieć, że jesteśmy w raju. Płytka woda jest tak ciepła, że można sie wygrzewać w niej bez końca, ogarnia nas taka błogość i lenistwo, że zastanawiamy się już, czy nie rozbić tu jakiegoś szałasu i wzorem rozbitków utknąć tu na amen, zapominając o bożym świecie. Kusząca opcja, ale … no, cóż, zwycięża poczucie obowiązku i wracamy, chociaż niechętnie. Odbijając od brzegu, pozostawiamy za sobą piasek, wydmy i jak na Grecję przystało ruiny zamku na wzniesieniu. Podobno był to pałac Nestora, tego od wojny trojańskiej, i zawitał tutaj podobno Telemah, kiedy tułał się po okolicznych morzach szukając ojca, który się lekko spóźniał z powrotem do domu. Grecja to dziwny i piękny kraj jednocześnie, gdzie świat realny przeplata się z mitami na każdym kroku, nawet w raju.
Wracamy lekko zasmuceni, ale jednocześnie szczęśliwi, że mogliśmy doświadczyć chociaż namiastki szczęścia. Szczęścia, które jest tak blisko, a jednocześnie tak … daleko.
Tagi: europa, Grecja, Peloponez, limnithalasa
asdasd Zobacz to miejsce